W oddali było widać przepiękny zamek. Za nami były już kilka kilometrów. Zarządziliśmy drzemke, aby Pani Rose mogła odpocząć, byliśmy na jakieś łące zgarnąłem stos trawy, by służył nam jako poduszki
-Dobranoc Harry-Powiedziała starsza Pani leżąc na trawie.
-Dobranoc Pani Rose-odpowiedziałem.
Zasnąłem.....
To co mi się przyśniło...(dzień mojego pogrzebu)
Na moim pogrzebie zauważyłem kilkutysięczny tłum, zapłakane oczy i smutne wyrazy twarzy. Zaobserwowałem moją i Louisa mamę płakały ,nawzajem się pocieszały i wycierały łzy. Fanki chciały rzucać się do trumny. Wszyscy obwiniali się za naszą śmierć, to nie była niczyja wina, po prostu chcieliśmy być szczęśliwi, dlatego to zrobiliśmy. Po pogrzebie, moja mama zbierała kondolencje od wszystkich zgromadzonych, a po tym wszystkim wraz z mamą Louisa pojechały do mnie do domu.
-chodź moja kochana coś ci muszę powiedzieć-powidziała mama Louisa
-tak?,słucham-odpowiedziała
-ja wiem dlaczego oni popełnili samobójstwa, chcieli być razem już na zawsze bez żadnych problemów, hejtów itp.
-jak to razem?
-oni już od dłuższego czasu byli razem, jak chłopak z chłopakiem
-boże, mój syn był gejem
-nie mów tak, oni byli szczęśliwi.!!!!
Harry:
Sen się urwał, obudził mnie lekki podmuch wiatru, nie mogłem sprawdzić, która godzina, bo nie miałem telefonu. Popatrzyłem na niebo był już wschód słońca.
-Harry, już nie śpisz?
-Właśnie się przebudziłem
-Wstawaj, ruszamy dalej-oznajmiła staruszka.
I wyruszyliśmy z każdym krokiem zamek był co raz bliżej i bliżej i bliżej, aż w końcu dotarliśmy, olbrzymie drzwi się otworzyły, weszliśmy do środka. Podeszła do mnie jakaś Pani z zapytaniem
-czy Pan Styles?
-Zgadza się, czy znajduje się tu Pan Tomlinson?
-Tomlinson....Tomlinson, tak tak znajduję się w pokoju 73828386, a Pan ma swój pokój też pod tym samym numerem, proszę za mną,
-zaraz, zaraz jest tu ze mną staruszka-obróciłem się, a jej brak
-jaka staruszka?
-no była tu ze mną
-nic nie widziałam, miał Pan jakieś przywidzenie
Nie wiedziałem co o tym myśleć, ale poszedłem wraz z kobietą, zamek miał wymiary gigantyczne szliśmy do pokoju Louisa prawie godzinę
-Tu właśnie mieszka Louis
-Dziękuje
Po słowach podziękowania kobieta wróciła na swoje stanowisko pracy.-puk, puk-zapukałem
Otworzył mi Louis, byłem najszczęśliwszy na świecie
-co ty tu robisz?
-nie mogłem żyć dłużej bez ciebie
Rzuciłem się na niego i zaczęliśmy się całować, byłem pewien, że w tym zamku nie będzie żadnych komplikacji, jak w poprzesnim życiu. Zaczęliśmy wszystko od nowa. Co wieczór, dawaliśmy koncert w holu. Zbierały się tłumy z całego zamku. Śpiewanie nie dawało nam większej satysfakcji jak tu. Byliśmy idealni. Każdej lub każdemu z was należy się taka osoba jak Louis. Nie ważne jakiej orientacji jesteście.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
THE END
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I mamy koniec.......... bardzo dobry koniec
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz